A Travellerspoint blog

By this Author: Frais

THAILAND NOT FOR US!!!

O tym jak nie zostalismy wpuszczeni do Tajlandii i calej reszcie

Otoz, tak jak pisalismy wczesniej po odwiedzeniu Phnom Penh oraz Siem Reap (Angkor Wat) udalismy sie na granice z Tajlandia. Zwiedzajac Angkor Wat spotkalismy pare z Polski, ktorzy ostrzegali nas, ze na granicy na ktora sie wybieramy nie daja wiz i ze trzeba aplikowac o nia w Phnom Penh. Troche sie tego przestraszylismy, ale przeszukalismy internet oraz pytalismy sie w lokalnych biurach podrozy i okazalo sie , ze faktycznie wiele osob mialo problemy na tej granicy, ale generalnie zgodnie z tajskim prawe powinni nam wydac wize na granicy. Jedyna roznica jest taka, ze w ambasadzie mozna dostac 30 dni , a na granicy tylko na 15 dni. To nam akurat nie przeszkadzalo, bo nastepnego dnia mielismy leciec do Malezji. Juz pewnie zauwazyliscie, ze napisalem "mielismy", bo jednak nie polecielismy! Dotarlismy na grnice (placac za bilet na cala trase do Bangkoku) i tam zostalismy uswiadomieni, ze autobus jedzie sobie dalej bez nas, bo nikt nam wizy nie wystawi. Staralismy sie bardzo przez jakas godzine siedzac i jeczac przy okienku, ale straznicy byli nieublagani. Wymyslili sobie, ze na tej granicy im sie nie chce pieprzyc z wystawianiem wiz, bo maja wystarczajaco roboty z calym innym inwentarzem (ta granica jest najbardzej uczeszczana i wszyscy turysci z niej korzystaja). Nastepnie musielismy szybko wykombinowac plan awaryjny. Lot do Malezji nam przepadl i caly czas potrzebowalismy sie tam jakos dostac. Do tego caly wyjazd marzylismy o odpoczynku na rajskiej plazy, a teraz wydawala sie ona nie do osiagniecia. Zostalismy naciagnieci na autobus powrotny do Siem Reap z ktorego przyjechalismy. Oczywiscie nie bylo mowy o tym zeby przejazdzka byla za darmo niejako w cenie biletu do Bangkoku, z ktorego skorzystalismy tylko w 1/3. Musielismy zaplacic kierowcy i "przewodnikowi" za wsadzenie nas do powrotnego autobusu. W sumie i tak nie wyszlo z tym autobusem tak zle, bo czytalismy gorsze historie, ze zaden autobus nie chcial ludzi brac, by ci byli zmuszeni brac taksowke (a to jakies 4 godziny jazdy) za kilkadziesiat dolarow na czym wszyscy zarabiali.

Wrociwszy do Siem Reap (jakos nie mamy szczescia do tego miesjca, wszystko co zle dzieje sie nam tutaj) zaczelismy kombinowac co zrobic. Moglismy aplikowac o tajska wize, ale tylko w Phnom Penh, co nam sie kompletnie nie kalkulowalo zarowno finansowo, jak i czasowo. Moglismy zaplanowac ostatnie 10 dni wakacji na odpoczynek w Kambodzy, ale wolelismy tego nie robic, bo mimo calego uroku, nie o takie wyspy szczesliwe nam chodzilo. Moglismy tez sprobowac znalezc jakis lot z Siem Reap. Skorzystalismy ostatecznie z tego ostatniego rozwiazania kupujac bilet na 23.07 do Kuala Lumpur. Przez cale zamieszanie wydalismy strasznie duzo pieniedzy i bylismy mocno... rozczarowani. Uciekla nam ostatnia czesc wakacji, ktora miala byc najbardziej sielska. Mielismy bezstresowo zobaczyc pare miejsc w malezji i wypoczac na wyspach. Ostatecznie nie zrezygnowalismy z tego ostatniego i planujemy jutro wieczorem zlapac autobus z KL na Perhentian Islands i tam wypoczywac przez nastepne 5 dni, by nastepnie wrocic do KL na nasz lot do Londynu.

Niestety nie mozna powiedziec, ze tak sobie wyobrazalismy ostatnie dni w Azji. Jednak caly pobyt w tych krajach i z tymi ludzmi nauczyl nas pewnego spokoju, albo raczej akceptacji “okresowej niemoznosci”. Nie chodzi o to, ze przekonwertowalismy sie na buddyzm, albo pozujemy na totalnie odmienionych. Nie, w dalszym ciagu nie bylibysmy w stanie przejsc po szkle lub spac z wezami i ciagle wstrzasaja nami emocje. Bylismy wsciekli jak diabli. Ja bylem w stanie walnac w pysk kazdemy kto sie napatoczyl. Oboje bylismy zrozpaczeni, bliscy placzu, wsciekli do czerwonosci, zdesperowani i bezradni. Do tej pory wstrzasaja nami co jakis czas spazmy nerwow. Postanowilismy po prostu nie psuc sobie ostatnich chwil tych fantastycznych wakacji. Dzieki madrej i skutecznej perswazji Julii ostatecznie nie walnalem nikogo oraz przestalem przeklinac Kombodze za bycie Kambodza, a Khmerow za bycie Khmerami. Te wszystkie miejscowe upierdliwosci oslabiaja i powoduja zlosc, ale przez 90% czasu wywoluja usmiech i rozlewaja cieplo na serce. Bycie tutaj uczy pokory. Ciezko plakac nad swoim losem popijajac owowcoy soczek, gdy na ulicy widzi sie czlowieka odartego z godnosci przez mine ladowa. Patrzac na niego jak sciska kikutem lyzke i stara sie jesc zupe caly czas sie usmiechajac bylismy w stanie przelknac nasza gorzka pigulke i niejako ciezyc sie z wagi posiadanych zmartwien.

Fakt, ze nam sie nie udalo przejsc tej granicy byl bardzo bolesnym rozczarowaniem, bo wiedzielismy, ze nie zobaczymy Malezji tak, jak planowalismy i ze bedzie nas to slono kosztowac. Nie moglismy jednak pozwolic, aby duch tej podrozy umarl. Wspierajac sie wzajemnie morale pozostaly wysokie.

Pokorni pokonani,
Julia i Bartek

Posted by Frais 08:39 Archived in Cambodia Tagged transportation Comments (2)

VIETNAM to CAMBODIA

From HANOI through Hue, Hoi An and Saigon to Cambodian capital Phnom Penh and back Siem Reap

Chcielibysmy na wstepie przeprosic za tak dluga nieobecnosc I brak nawych zdjec na blogu. Postaramy sie po krotce strescic minione dwa tygodnie naszej podrozy. Jak mozna sie domyslac wydarzylo sie duzo. Zacznijmy od tego, ze z Hanoi wyruszylismy w dluga 24h podroz autobusem do Hoi An w centralnym Wietnamie. Dzieki temu, ze nasz autokar byl uszkodzony mielismy obowiazkowy postoj w Hue, co mimo irytacji na opoznienie bylo ciekawym dodatkiem do podrozy. Hue jest ciekawe, otoczone wysokim murem byle miasto cesarza, ktorego glowna atrakcja jest Purpurowe Miasto, czyli prywatna rezydencja wladcy, na teren ktorego nikt nie mial wstepu. Pare godzin jednak wystarczy by zabaczyc wszytsko co jest do zobaczenia. Po poludniu wyladowalismy w koncu w Hoi An I na szczescie okazalo sie, ze to miejsce warte bylo I tysiaca godzin spedzonych w niewygodnym autobusie. Wpisane na liste swiatowego dziedzictwa UNESCO miasteczko urzeka swym urokiem I czarem kolonialnej architektury. Do tego niezliczona ilosc gustownych barow I restauracji dodaje nieco szyku. Najwieksza atrakcja poza samymi budynkami jest to z czego Hoi An slynie na caly Wietnam, a mianowicie najwieksze zageszczenie krawcow na kilometr kwadratowy. Butiki, w ktorych szyje sie na miare kazdy rodzaj ubran sa jedne obok drugiego I mozna spedzic cale godziny I wydac… no coz, nie az tak duzo pieniedzy na pokazna kolekcje ubran jak z Vogue’a. Doslownie, bo kazdy krawiec ma stosy katalogow, z ktorych wystarczy wskazac na pozadany wzor I nastepnego dnia odebrac gotowa sukienke badza garniture. Rewelacja!!! Niestety potrzebne jest troche czasu, aby wybrac odpowiedni sklep, a nastepnie te wymarzone “cos”.
Po Hoi An wyruszylismy na poludnie w strone Saigonu, znanym takze pod nazwa Ho Chi Minh City. Dotarlismy tam po 20h spedzonych w autokarze. Niestety, ale nie uleglismy tak powrzechnej chorobie jaka jest milosc do Saigonu. Podobno potrzeba czasu, aby poczuc miete. Niestety my czasu nie mamy, wiec bez zalu oposcilismy miasto seksu I biznesu, by ponownie wkroczyc do Kambodzy. Przyjela nas ona dosc bezproblemowo, acz kosztownie, na granicy Bavet/Moc Bai. Do stolicy Phnom Penh dotarlismy po poludniu I spedzilismy nastepne pare godzin na szukaniu przyzwoitego miejsca na nocleg. Okazalo sie jednak, ze jest to strasznie trudne. Jest dzielnica backpackerska, ale standard oferowanych pokoi jest warty swojej ceny (3 - 4$). Jelsli ktos szuka luksusu, to rowniez go znajdzie bez problemu w hotelach za kilkadziesiat dolarow. Niestety nie ma dobrze rozwienietej klasy posredniej takiej za 8-10$. Po wielu odwiedzonych hotelach I Guesthousach, a takze po zacietych targach z obsluga Hotelu Mekong Palace udalo nam sie dostac pokoj bez okna, na parterze za 10 USD. Standard odbiegal znacznie od tego co mozna dostac za takie pieniadze w Saigonie, ale co zrobic. Niestety, gdy bylismy juz gotowi do wymarszu w miasto, bylo juz grubo po godzinie 5pm, a co za tym idzie nie udalo nam sie wejsc ani do Royal Palace, ani do National Museum, ani do Tuol Sleng (szkola uzywana przez Czerownych Kmerow jako miesjce kazni i tortur). Przespacerowalismy sie ulicami, zjedlismy wyborne specjaly kmerskiej kuchni I udalismy sie na Night Market, a takze kupilismy billet do Siem Reap na dzien nastepny.

DSC05377.jpg

Uwazni odbiorcy moga zauwazyc, ze wracamy dokladnie tam gdzie juz raz bylismy. To prawda. Ostanim razem jednak pomimo spedzenia w Siem Reap 3 dni nie udalo nam sie zobaczyc nawet skrawka Angkor Wat, a bez odwiedzenia AW nie wyobrazalismy sobie wyjazdu z Azji. Nie obawiajac sie juz ataku zlosliwego wyrostk, ktorego uprzejmie wysadzilismy w Bangkoku, udalismy sie do Siem Reap.

Cdn.

Posted by Frais 10:17 Archived in Cambodia Tagged tourist_sites Comments (0)

HA LONG BAY

Vietnam

all seasons in one day

DSC04744.jpg

Juz jestesmy spowrotem w Hanoi. Plywalismy przez dwa dni po zatoce drewniana lajba. Krajobrazy byly basniowe. Ha Long bay sklada sie z okolo 2000 wysp rozciagajacych sie wzdluz polnocno - wschodniego wybrzeza Witnamu. Zatoka zajmuje obszar 1553 km kwadratowych!!! i znajduje sie na liscie swiatowego dziedzictwa UNESCO.

W Hanoi od czasu do czasu urywa sie chmura i zalewa miasto. Nie przeszkadza to nam jednak cieszyc sie tym miejscem. Jutro wieczorem smigamy na srodkowe wybrzeze do Hoi An. Mamy nadzieje, ze tym razem podroz bedzie bardziej znosna niz dwie ostatnie. Jeszcze o tym nie wspominalismy, ale mamy za soba kilkaset kilometrow mrozacych krew w zylach autobusowych wirazy. Wietnamskie autobusy okazaly sie nadzwyczaj komfortowe, jednak kierowcy nie pozwalaja sie tym komfortem nacieszyc. W dodatku Wietnamczycy sa ewenementem na skale swiatowa, jesli chodzi o chorobe lokomocyjna. Wymiotuje srednio co druga osoba, non-stop, przez 14 godzin podrozy. Ponadto, wiekszosc spoleczenstwa charka, pluje, ciagle cos odkaszluje, puszcza baki-smrodki i glosno beka, nie majac przy tym za krzty wyrzutow sumienia. A zeby nie bylo za malo, bezczelnie zakrywa twarz gdy przechodzi obok bialy czlowiek, zeby sie przypadkiem czyms nie zarazic.

Wycieczka po Ha Long Bay, ktora wykupilismy w biurze podrozy , procz zapierajacych dech w piersiach widokow, utwierdzila nas w przekonaniu, ze oboje nie cierpimy byc kierowani z miejsca na miejsce. a juz zwlaszcza przez wietnamcow [ktorzy, tak na marginesie, sa wstretni, obrzydliwi, prosci do granic mozliwosci i brak im kultury].

Jeszcze przedwczoraj, po kilkugodzinnym spacerze po Hanoi, zgodnie uznalismy, ze jest to najlepsze miasto jakie dotad udalo nam sie zobaczyc, laczace klimat dawnego francuskiego kolonializmu z muzyka ruchliwego azjatyckiego miasta, jak na stolice przystalo. Hanoi zawiera wszystkie obrazy tej czesci Azji, jakie maluje sobie w glowie czlowiek z Europy. Urzeka kolorem, zapachem i przepychem dostepnych produktow, budzi do zycia lub pracy juz od 6.30 rano wraz z propagandowymi haslami i piosenka lecaca w kolko przez dobre pol godziny z glosnikow umieszczonych na kazdej ulicy.

W wietnamskiej kuchni widac wplywy francuskiej kolonizacji z bagietka na czele. Pamietajmy jednak ze kuchnia ich jest bardzo urozmaicona, wlanczajac w to psy, koty, robale, golebie i inne takie paskudztwa [na wlasne oczy widzielismy je w menu].

Problemem jest pogodam gdyz jest okrutnie goraco i wilgotno do granic wytrzymalosci. Mozna by powiedziaec jak wszedzie... ale nie do konca. Tu przychodzi mi na mysl pewne sformulowanie, znane w kazdym kraju tego konca swiata> same same ...but different/ nie wiem skad to sie wzielo, ale natychmiast zostalo przygarnietew przez T-shirty dla obcokrajowcow i inne takie przybytki.

DSC04801.jpg

No i Ha Laong Bay, piekne!!!! przesliczne widoki. Niestety, statek obskurny, minal sie ze zdjeciami z katalogu o jakies dobre 20 lat [wtedy zostal skonstruowany], karaluchy i szczury zabawialy nas az do drugiej nad ranem. Serwowane owoce morza widzialy morze chyba tylko przelotem. A przewodniczka - z angielskim tyle co z hitow karaoke. Na koniec nie wazne ile zaplacisz, i co ci obiecali, mozesz od razu zalozyc, ze tak nie bedzie na 100 %. I wybij sobie z glowy zwymyslanie lub grozby. Tu dziala jedna zasada, prosta, nieskomplikowana pt. / nie mamy panskiego plaszcza i co nam pan zrobi?!?

Liczymy, ze Wietnamczycy z srodka kraju beda mniej upierdliwi i bardziej zyczliwie nastawieni na turystow, a nie tylko czekac jak tu cie oskubac.

Zobaczymy.

Posted by Frais 21:11 Archived in Vietnam Tagged tourist_sites Comments (1)

VIETNAM!!!

Luang Prabang - Nang Khiaw - Muang Ngoi - Muang Khwa - Dien Bien Phu - HANOI

sunny 35 °C

DSC04504.jpg

Dotarlismy do stolicy Wietnamu - Hanoi. Jest to niesamowicie interesujace miejsce, w ktorym powoli sie zakochujemy. Ma w sobie zdecydowanie esencje azjatyckosci. Jest energetyczne i pelne zycia, ma w sobie kolonialna nostalgie, oszolamia kolorami, zapachami i smakami. Wszytskie po trochu, akurat tyle by stowrzyc atrakcyjny mix.

DSC04607.jpg

Jutro udajemy sie na dwa dni totalnego relaksu. Bedziemy plywac lodzia po Ha Long Bay, okolo 150km na wschod od Hanoi. Bedziemy miec swoja kajute, jedzenie wliczone w koszt wycieczki oraz czas na kajakowanie oraz kapiel w zatoce. Odwiedzimy tez pare jaskin. Jesli pogoda dopisze, to zapowiada sie fascynujaca przygoda. 12 lipca wracamy do Hanoi, by zostac tutaj jeszcze na jedna noc. Nastepnie nocnym autobusem jedziemy na poludnie do Hoi An. Tam rowniez jedna noc i dalej do Saigonu. Nie planujemy dluzszego postoju w Saigonie, a raczej przesiadke na autobus do Phnom Penh - stolicy Kabodzy. Jesli wszytsko pojdzie zgodnie z planem, to uda nam sie zrobic zaplanowana petle i skonczymy ja tam, gdzie zostala ona nieoczekiwanie przerwana w Siem Reap. Po zobaczeniu Angkor Wat ze spokojnymi sumieniami bedziemy mogli wrocic do Bangkoku, by przedostac sie spowrotem do Malezji. Tam czekac bedzie na nas wyjatkowa slodkich i odprezajacych 10 dni. Oczywiscie, plany planami, a Azja potrafi niezle zaskoczyc, wiec niepewnosc pozostaje.

DSC04597.jpg

Tymczasem borym lasem.

pozdrawiamy!

Posted by Frais 00:14 Archived in Vietnam Tagged tourist_sites Comments (2)

LUANG PRABANG

LAOSU CIAG DALSZY

rain 27 °C

DSC03613.jpg

Probujac opisac Laos ciezko jest napisac juz pierwsze zdanie. Wykraslam jedno po drugim w poszukiwaniu odpowiednich slow. Ale one jeszcze nie istnieja. Nie zostaly jeszcze pomyslane, wypowiedziane i spisane. Nie ma liter, ktore potrafilyby sie odpowiednio pieknie dobrac i ustawic w szereg. Piekno Laosu odczuwa sie gleboko w sercu.Brzmi to banalnie, ale czucie bardziej niz mowienie, czy pisanie ma tutaj sens. Cisza i zaszklone oczy wyrazaja gorskie krajobrazy. Szeroki usmiech ma wiecej znaczen niz slownikowe hasla. Angielskie slowa brzmia za to wulgarnie, brzmia jak bluznierstwa i obelgi rzucane bezpodstawnie w kierunku miejscowych. Chiclabym zapomniec tych slow. Chcialbym zapomniec wszystkich jezyko, ktore przyswoilem przez lata. Pragne nauczyc sie mowic od nowa. Pragne wymazac wszystkie bezsensowne obrazy, ktore zasmiecaja moja pamiec, teksty glupich piosenek i nazwiska aktorow, nazwy batonikow oraz marki samochodow. Wyniki mistrzostw swiata sprzed 10 lat i twarz Rogera Federera po przegranym Wimbledonie. Nie potrzebna mi ta wiedza. Chce swiata uczyc sie od nowa. Chce wiedziec skad sie bierze usmiech na twarzy kobiety zbierajacej ryz, po kolana w wodzie, zgieta w pol pod niemilosiernym tropikalnym sloncem.Chcialbym zrozumiec Laotanskie krajobrazy sercem, a nie rozumem. Nie chce filtrowac wszystkiego co widzeprzez rzeczy juz widziane i mierzyc wszystkiego standardami, ktore przyjalem za swoje. Nie chce dostawac obledu, gdy cos nie idzie zgodnie z planem, chcialbym umiec to przyjac z pogoda ducha. Chce sie wyzbyc nieufnosci, gdy ktos z usmiechem mowi mi dzien dobry... prawdopodobnie wcale nie chce mi niczego sprzedac.

DSC03652.jpg

Nie wiem do konca skad sie bierze sila tutajszych ludzi. Mozna przypuszczac, ze buddyzm odgrywa tutaj duza role, ale ludzie gor maja calkowicie inne wierzenia, a pogody ducha i determinacji, jakby jeszcze wiecej. Nie sprowadza sie to jednak do banalu w stylu "ludzie sa szczesliwi, bo prowadza ubogie, proste zycie". Nie w tym tkwi sedno. Byc moze po prostu latwiej sie usmiechac, gdy otaczaja cie gory pokryte nieprawdopodobnie zielona gestwina. Chlodza swe strome zbocza w brazowych wstegach rzek. Chmury ocieraja swe brzuchy o skaliste wierzcholki. Dna dolin wyscielane sa soczysta zielenia ryzowych pol. Byc moze...

DSC03714.jpg

Posted by Frais 17:27 Archived in Laos Tagged tourist_sites Comments (1)

VANG VIENG

LAOS

all seasons in one day 31 °C

DSC03475.jpg

Zakotwiczylismy w Vang Vieng. Jest to jedno z najpiekniejszych, a zarazem najdziwniejszych miejsc jakie w zyciu odwiedzilismy. Sceneria jest naprawde bajeczna. Wysokie gory o niemal pionowych zboczach porosnietych dzungla i rzeka pedzaca w dolinie. Wioska, ktora jeszcze do niedawna byla zamieszkana tylko przez Laotanczykow zajmujacych sie lowieniem ryb oraz rolnictwem teraz jest tetniacym zyciem kurortem. Masa mlodych ludzi przyjezdza tutaj w poszukiwaniu relaksu. Taniego alkoholu, jedzenia, noclegu, latwo dostepnej marihuany, ktora jest tu dodawana do shake'ow, pizzy i setki innych rzeczy. Do tego cala masa rozrywek na wyciagniecie reki. Splywy kajakowe, wspinaczka, rowery, piesze wycieczki. Nie zaskakuje jednak, ze najbardziej popularnym zajeciem jest tutaj "tubing", czyli leniwy splyw w duzej detce z piwem w dloni. Na brzegach dziesiatki barow rzucaja liny by przyciagnac do brzegu tych, z pustymi butelkami.
W takich miejscach jak to "swiat zachdu" ze wszystkimi wartosciami i dobrodziejstwami wydaje sie szalejaca zaraza, ktora trawi wszystko co napotka na drodze. Jestesmy jak syfilis, ktory sie rozprzestrzenia bez zadnej kontroli. Wszytsko czego sie dotkniemy przemienia sie w hamburgera z frytkami.
Jutro zamierzamy uciec na caly dzien z miasteczka, by zobaczyc ten czar, ktory czai sie tuz za rogatkami Sodomy (bardzo wygodnej i majacej mimo wszystko wiele dobrych stron). Tymczasem ladujemy zdjecia z Vientiane. Na zdjecia raju przyjdzie wam nieco poczekac ;)

Pozdrawiamy.

Posted by Frais 08:18 Archived in Laos Tagged tourist_sites Comments (0)

LAOS

Knocking on heavens door / Pukajac do nieba bram

all seasons in one day

DSC03373.jpg

Wczoraj dotarlismy do Vientiane stolicy Laosu. Udalo nam sie to dzieki pomocy Marco, wlocha miszkajacego od 12 lat w Tajlandii. Jego wiedza i doswiadczenie, a przede wszystkim znajomosc jezyka okazala sie niesamowicie pomocna. Po nocy spedzonej w Vientiane ruszylismy na polnoc do Vang Vieng. W tym krotkim wejsciu napiszemy tylko, ze jesli gdzies jest raj na ziemi to chyba wlasnie w Laosie. Krajobrazy sa jak z bajki. Wyglada to tak, jakby z rozprutego nieba pospadaly kawalki raju.

DSC03243.jpg

Posted by Frais 10:05 Archived in Laos Tagged tourist_sites Comments (2)

Our Updated Itinerary

Posted by Frais 08:39 Comments (0)

THAILAND

AYUTTHAYA and a HAPPY TRAIN

32 °C

In the morning, we managed to catch the train to Ayutthaya, the city located 2 hours north of Bangkok, well-know for its temples and especially for the Buddha head overgrown by a tree. The journey is one of a kind. I won't lie to you. The seats are not comfortables, you seat among locals, sometimes very weird. White faces are rarely-spotted, so you are in the centre fo interest of everybody. Every five minutes sellers offers all kind of food and drink to the passagers. But hey! This is the beauty of this place, this is what we learnt at school and read in the books. This is what we've seen in the movies and finally what we dreamt of. So sit, relax and enjoy the old, dirty train with all its originality. Put your head through the window and explre the 'rail markets' ( located on real rails), the changing landscapes, immense of Bangkok suburbs, working people, sleeping people, socialising people. Finally, try to memorise all those impressions and visions for all your life.
Ayutthaya is quite a big city, but nothing to compare with Bangkok. There are less vehicules on the roads but still very busy. Our advise: don't believe guidebooks saying that the best way to explore the Historical Park of Ayutthaya (which is immense) is to rent a bike. That was our original plan but after seeing people struggling on really huge distances between sights, we gave up and rent a tuk-tuk. We had a chance to meet Mrs Suleeporn Dontri and her family (three sweet children). She offered us a 3-hours long sightseeing of the most remarkable places. The tour cost us 500 bahts but was worth every penny. They were all extremely helpful and pleasant and therefore we spent a lovely time altogether. For your information, visit: www.theoldtour.com or e-mail: gaiandmai@hotmail.com prior to your stay in Ayutthaya. We can truely recommend them.
After those three hours, pleasant but very tiring, we headed back to the train station to catch our night train to Chiang Mai. The train was late, which is normal, and packed with mostly backpackers. There were no compartments, just cars full with beds. We met many travellers, we drunk and socialised. We were woke up by the smell of coffee and fried eggs served for breakfast. We arrived to Chaing Mai at around 11 am and found accommodation in the center of the city. We stayed at LIBRA House, the rooms were clean and the place look nicea. Still, the staff is rather unpleasant and definetely not helpful. We found them sometimes rude in relation with other travellers too. They advertise WI-FI but it never works. This is their way to force people to pay for their internet service. We were told, the next guesthouse, S.K I, located just next to, charge less and has swimming pool.
In the evening, we visited one of the most beautiful and full of charm night market (a saterday market). This one is much better than the famous Night Market, which is dedicated only for tourists, much more expensive and full of crap.
Next day - PAI, further more north from Chiang Mai.

Posted by Frais 07:52 Archived in Thailand Tagged tips_and_tricks Comments (2)

BANGKOK

THE GRAND PALACE AND TEMPLES

sunny 36 °C

DSC02389.jpg

We headed towards The Grand Palace complex, the ultimate must-see for all first-time visitors in Bangkok. The weather was crazy-hot as usual it was unbearable while wearing long sleeves and long trousers in order to be admitted to the temples. From Khao San Rd. its pretty close but you can get a tuk-tuk for around 30B (if you bargain hard) or 40B for those who just don't want to feel like losers but bargain less. You should try to cut the price every time or you'll pay double price otherwise plus it gives satisfaction when succeeding.

DSC02411.jpg

The entry to The Grand Palace costs 350B, but it is worth the price and you can spent hours wandering around. It's beautiful, with its richness of decoration. gold shiny elements and intensive colours. Seriously you feel overwhelmed and don't know where to look at first. There are no visiting paths, so you're the master of your way. It was so picturesque that I cannot describe it with words so just check on our photos. We did not have a choice but I would recommend to start a visit early in the morning when the sun is more bearable. The opening time is 8:30am and they're closing at 3:30pm. Although there might be more visitors at the early hours. After that we came back to our guesthouse to get some rest from the heat. We've been also approached by a group of the school kids who interviewed us about our trip to Thailand and impressions for their school project (see photo). It was very nice. Later today we went to see Wat Pho famous for its huge reclining Buddha and 9 wonders of Wat Pho.

DSC02505.jpg

It's much different in comparison with Wat Pra Kheo and The Grand Palace as it's less touristic and full of life inside the walls: school kids plying football, lots of monks prying. The entrance fee is only 50B and it's just a stone throw from Grand Place. It's open until 6pm so you can see it straight after or have a nice break for a meal from one of many cheap food stalls located everywhere. After coming back to our hotel we've managed to buy train tickets to Chiang Mai for tomorrow from local travel agent. So tomorrow - Goodbye Bangkok! Welcome North!

Posted by Frais 01:13 Archived in Thailand Tagged tourist_sites Comments (0)

(Entries 1 - 10 of 21) Page [1] 2 3 »