A Travellerspoint blog

THAILAND NOT FOR US!!!

O tym jak nie zostalismy wpuszczeni do Tajlandii i calej reszcie

Otoz, tak jak pisalismy wczesniej po odwiedzeniu Phnom Penh oraz Siem Reap (Angkor Wat) udalismy sie na granice z Tajlandia. Zwiedzajac Angkor Wat spotkalismy pare z Polski, ktorzy ostrzegali nas, ze na granicy na ktora sie wybieramy nie daja wiz i ze trzeba aplikowac o nia w Phnom Penh. Troche sie tego przestraszylismy, ale przeszukalismy internet oraz pytalismy sie w lokalnych biurach podrozy i okazalo sie , ze faktycznie wiele osob mialo problemy na tej granicy, ale generalnie zgodnie z tajskim prawe powinni nam wydac wize na granicy. Jedyna roznica jest taka, ze w ambasadzie mozna dostac 30 dni , a na granicy tylko na 15 dni. To nam akurat nie przeszkadzalo, bo nastepnego dnia mielismy leciec do Malezji. Juz pewnie zauwazyliscie, ze napisalem "mielismy", bo jednak nie polecielismy! Dotarlismy na grnice (placac za bilet na cala trase do Bangkoku) i tam zostalismy uswiadomieni, ze autobus jedzie sobie dalej bez nas, bo nikt nam wizy nie wystawi. Staralismy sie bardzo przez jakas godzine siedzac i jeczac przy okienku, ale straznicy byli nieublagani. Wymyslili sobie, ze na tej granicy im sie nie chce pieprzyc z wystawianiem wiz, bo maja wystarczajaco roboty z calym innym inwentarzem (ta granica jest najbardzej uczeszczana i wszyscy turysci z niej korzystaja). Nastepnie musielismy szybko wykombinowac plan awaryjny. Lot do Malezji nam przepadl i caly czas potrzebowalismy sie tam jakos dostac. Do tego caly wyjazd marzylismy o odpoczynku na rajskiej plazy, a teraz wydawala sie ona nie do osiagniecia. Zostalismy naciagnieci na autobus powrotny do Siem Reap z ktorego przyjechalismy. Oczywiscie nie bylo mowy o tym zeby przejazdzka byla za darmo niejako w cenie biletu do Bangkoku, z ktorego skorzystalismy tylko w 1/3. Musielismy zaplacic kierowcy i "przewodnikowi" za wsadzenie nas do powrotnego autobusu. W sumie i tak nie wyszlo z tym autobusem tak zle, bo czytalismy gorsze historie, ze zaden autobus nie chcial ludzi brac, by ci byli zmuszeni brac taksowke (a to jakies 4 godziny jazdy) za kilkadziesiat dolarow na czym wszyscy zarabiali.

Wrociwszy do Siem Reap (jakos nie mamy szczescia do tego miesjca, wszystko co zle dzieje sie nam tutaj) zaczelismy kombinowac co zrobic. Moglismy aplikowac o tajska wize, ale tylko w Phnom Penh, co nam sie kompletnie nie kalkulowalo zarowno finansowo, jak i czasowo. Moglismy zaplanowac ostatnie 10 dni wakacji na odpoczynek w Kambodzy, ale wolelismy tego nie robic, bo mimo calego uroku, nie o takie wyspy szczesliwe nam chodzilo. Moglismy tez sprobowac znalezc jakis lot z Siem Reap. Skorzystalismy ostatecznie z tego ostatniego rozwiazania kupujac bilet na 23.07 do Kuala Lumpur. Przez cale zamieszanie wydalismy strasznie duzo pieniedzy i bylismy mocno... rozczarowani. Uciekla nam ostatnia czesc wakacji, ktora miala byc najbardziej sielska. Mielismy bezstresowo zobaczyc pare miejsc w malezji i wypoczac na wyspach. Ostatecznie nie zrezygnowalismy z tego ostatniego i planujemy jutro wieczorem zlapac autobus z KL na Perhentian Islands i tam wypoczywac przez nastepne 5 dni, by nastepnie wrocic do KL na nasz lot do Londynu.

Niestety nie mozna powiedziec, ze tak sobie wyobrazalismy ostatnie dni w Azji. Jednak caly pobyt w tych krajach i z tymi ludzmi nauczyl nas pewnego spokoju, albo raczej akceptacji “okresowej niemoznosci”. Nie chodzi o to, ze przekonwertowalismy sie na buddyzm, albo pozujemy na totalnie odmienionych. Nie, w dalszym ciagu nie bylibysmy w stanie przejsc po szkle lub spac z wezami i ciagle wstrzasaja nami emocje. Bylismy wsciekli jak diabli. Ja bylem w stanie walnac w pysk kazdemy kto sie napatoczyl. Oboje bylismy zrozpaczeni, bliscy placzu, wsciekli do czerwonosci, zdesperowani i bezradni. Do tej pory wstrzasaja nami co jakis czas spazmy nerwow. Postanowilismy po prostu nie psuc sobie ostatnich chwil tych fantastycznych wakacji. Dzieki madrej i skutecznej perswazji Julii ostatecznie nie walnalem nikogo oraz przestalem przeklinac Kombodze za bycie Kambodza, a Khmerow za bycie Khmerami. Te wszystkie miejscowe upierdliwosci oslabiaja i powoduja zlosc, ale przez 90% czasu wywoluja usmiech i rozlewaja cieplo na serce. Bycie tutaj uczy pokory. Ciezko plakac nad swoim losem popijajac owowcoy soczek, gdy na ulicy widzi sie czlowieka odartego z godnosci przez mine ladowa. Patrzac na niego jak sciska kikutem lyzke i stara sie jesc zupe caly czas sie usmiechajac bylismy w stanie przelknac nasza gorzka pigulke i niejako ciezyc sie z wagi posiadanych zmartwien.

Fakt, ze nam sie nie udalo przejsc tej granicy byl bardzo bolesnym rozczarowaniem, bo wiedzielismy, ze nie zobaczymy Malezji tak, jak planowalismy i ze bedzie nas to slono kosztowac. Nie moglismy jednak pozwolic, aby duch tej podrozy umarl. Wspierajac sie wzajemnie morale pozostaly wysokie.

Pokorni pokonani,
Julia i Bartek

Posted by Frais 08:39 Archived in Cambodia Tagged transportation

Email this entryFacebookStumbleUpon

Table of contents

Comments

Thailand is disneyland from Asia. Back to Cambodia or lao, is the best way. wish you many experiences.

Greez Chris

www.verboon.ch

by Christiaan

Najciekawszy z zamieszczonych tekstow.. w koncu uslyszalam cos o waszych odczuciach i emocjach w przyblizeniu;
Dokuczam tylko Wam tak.. to za ten nieodkonczony cykl opowiesci o malym ksieciu zapewne.. Czyli wracacie wkrotce, no cos pozytywnego nareszcie!! No i pamietajcie: Everything will be ok in the end, if it's not ok,it's not the end.

by madzka

Comments on this blog entry are now closed to non-Travellerspoint members. You can still leave a comment if you are a member of Travellerspoint.

Enter your Travellerspoint login details below

( What's this? )

If you aren't a member of Travellerspoint yet, you can join for free.

Join Travellerspoint